Ostatnia aktualizacja: 10.06.2018 r.

Autor

Strona główna
O autorze
Napisz do mnie

Moje wojsko

Wstęp
WSO Toruń
Praktyka w JW 1891 Chełm
Początki
Codzienność
O ludziach
Zakończenie

Szkoła Podchorążych Rezerwy

Wykaz SPR-ów
Historia
Opinie
Słowniczek poMONcniczek
por. Adnik radzi
Najciaśniejsze trepy

Kurs Szkolenia Rezerw

Informacje ogólne
KSR w Poznaniu
KSR w Toruniu
KSR we Wrocławiu

Różne

Linki wojskowe
Skąd się biorą trepy
Na papierze
8 lat po wojsku
Na papierze - Paragraf 13

Moja fotogaleria

WSO Toruń
JW 1891 Chełm
Koci Ogon

Statystyka

 
Gadu-gadu:
628 004

 

Copyright 1998-2018 by
Paweł Siekański
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Serwis istnieje od 28.01.1998 r.

"Żyj tak, by nikt przez ciebie nie płakał"

>> Moje wojsko: Praktyka w jednostce 1891 Chełm

Jak już wcześniej wspomniałem, po zakończeniu trzymiesięcznej szkółki i krótkim pobycie w domu wszyscy podchorążowie SPR zostali skierowani do odbycia praktyki w jednostkach. Więc rozjechała się dziatwa po całej Polsce - w góry i nad morze do miast i miasteczek aby w dalszym ciągu poznawać tajniki wojskowego życia.

Zaopatrzony w wojskowy plecak i jakieś papiery z nowym adresem docelowym opuściłem mury Szkoły Podchorążych Rezerwy w mieście Toruń, a czekając na pociąg do domu wspominałem zakończony etap i przede wszystkim zastanawiałem się jakie będą te następne miesiące, gdzie i na kogo trafię. Prawdę mówiąc, to nie lubię częstych zmian - bo w końcu człowiek się do czegoś przystosuje, pozna panujące układy a tu nagle nieoczekiwana zmiana miejsc. I zaczynaj wszystko od nowa. A to wszystko kosztuje wiele nerwów, a nerwy mają negatywny wpływ na funkcjonowanie układu trawiennego przecież. Więc trzeba dbać o układ trawienny. Wobec faktu, że musiałem się stawić do jednostki nie pozostało mi nic innego jak udać się w podróż do Chełma - tam bowiem zostałem skierowany. Wraz ze mną do tej jednostki miało trafić jeszcze pięciu kolegów, w tym jeden z mojego plutonu. Fakt ten ucieszył mnie, ponieważ zawsze to raźniej w nowym otoczeniu, gdzie nikogo nie znam. Z odnalezieniem jednostki nie miałem żadnego kłopotu, bowiem znajdowała się w bliskiej odległości od dworca PKP. Postanowiłem więc iść tam od razu, tym bardziej, że toboły które dźwigałem były bardzo ciężkie i nie miałem ochoty się z nimi uganiać po całym mieście. Jednak im szybciej się do jednostki zbliżałem tym coraz bardziej wahałem się czy aby jestem pewien tego co robię. W zmianie decyzji pomógł mi fakt, który bardzo mnie zdziwił, a który ujrzałem tuż przed samą jednostką. Mianowicie składała się ona z dwóch części, po dwóch stronach ulicy i w pewnym momencie zauważyłem grupę żołnierzy przechodzących przez ulicę z jednej strony na drugą. Potem znowu następną i jeszcze jedną. A na dodatek dwóch żołnierzy w odblaskowych kamizelkach wyskakiwało na jezdnię i wstrzymywało ruch. Pomyślałem sobie: "Cholera co tu jest grane, co to za wycieczki tam i z powrotem, co to za cyrk". Decyzję podjąłem błyskawicznie - w końcu jest jeszcze młoda godzina więc należy mi się trochę wolności. Również bagaże stały się lekkie jak piórko. Tył zwrot, naprzód marsz. Do miasta na obiad. Tak jak postanowiłem tak zrobiłem. W rzeczywistości, wstyd się przyznać, ogarnęła mnie zwyczajna panika. Wsiadłem w pierwszy lepszy autobus komunikacji miejskiej i udałem się do centrum aby oddychać upragnioną wolnością. Jednak te cholerne toboły znowu stały się bardzo ciężkie, szczególnie wojskowy plecaczek gdzie zapakowany był cały mój służbowy ekwipunek łącznie z tzw. wojskową "bechatką". Jedynie opinacze się już nie zmieściły więc wiozłem je w torbie z cywilnymi rzeczami. Zjadłem jeszcze hot-doga, posiedziałem sobie na ławeczce i gdzieś około osiemnastej godziny stwierdziłem, że czas w końcu udać się do mojego nowego miejsca zakwaterowania. Co będzie to będzie. Skoro wcześniej sobie dałem radę to dlaczego i teraz nie miało by być OK. Psychicznie podbudowany wyruszyłem ku jednostce, korzystając oczywiście z autobusu komunikacji miejskiej. Kiedy znalazłem się powtórnie pod jednostką pojawił się kolejny problem. Gdzie mam iść - czy na lewo, czy na prawo. Trudny orzech do zgryzienia. Ponieważ biuro przepustek po stronie prawej było bliżej, to właśnie tam udałem się najpierw. Pokazałem papiery żołnierzowi, który pełnił tam służbę i dowiedziałem się, że mój przydział jest jednak po drugiej stronie ulicy. Przekraczając bramę jednostki znalazłem się na terenie gdzie panował idealny porządek, niektóre budynki pamiętały jeszcze czasy carskie, ale były nawet w całkiem niezłym stanie, duże boisko, kort tenisowy. Pierwsze wrażenie pozytywne. W związku z tym, że było już grubo po osiemnastej i z kadry już nikogo nie było, pełniący służbę oficera dyżurnego młody porucznik poinformował mnie, że zakwaterowany zostanę w pokoju w którym mieszka już jeden podchorąży, a jutro zostaną załatwione wszystkie formalności. W ten oto sposób mój pierwszy dzień został prawie zakończony. Dyżurny zaprowadził mnie do pokoju, gdzie poznałem Piotrka (podchorążego z SPR Olsztyn), przyniesiono mi zaraz całego "muła" czyli wyposażenie łóżka, bo przecież zbliżała się noc. Po pewnym czasie dołączył do nas jeszcze jeden podchorąży z mojej szkoły, więc było nas już trzech. Wspólnie postanowiliśmy, że należałoby jeszcze zjeść kolację i w związku z tym wpadliśmy na pomysł aby pójść na miasto. Tak też zrobiliśmy. Po pełnym wrażeń dniu pizza i piwo było super lekarstwem, a ciepły czerwcowy wieczór nastrajał optymistycznie. Ostatnią rzeczą o jakiej marzyłem to było łóżko i sen, więc wróciwszy do jednostki z zaśnięciem nie miałem żadnego problemu. Tak pokrótce zakończył się mój pierwszy dzień. Wrażeń było sporo. Co mnie zaskoczyło - to bardzo uprzejme traktowanie przez wszystkich z którymi przyszło mi w tym dniu rozmawiać. Zarówno na biurach przepustek, jak i u oficera dyżurnego.

Zastanawiasz się pewnie, czytelniku, co znaczyły te wycieczki żołnierzy z jednej strony jednostki na drugą? Otóż ja też wkrótce się dowiedziałem, a nawet także w nich uczestniczyłem. Były to bowiem ... c. d. n.