Ostatnia aktualizacja: 02.01.2017 r.

Autor

Strona główna
O autorze
Napisz do mnie

Moje wojsko

Wstęp
WSO Toruń
Praktyka w JW 1891 Chełm
Początki
Codzienność
O ludziach
Zakończenie

Szkoła Podchorążych Rezerwy

Wykaz SPR-ów
Historia
Opinie
Słowniczek poMONcniczek
por. Adnik radzi
Najciaśniejsze trepy

Kurs Szkolenia Rezerw

Informacje ogólne
KSR w Poznaniu
KSR w Toruniu
KSR we Wrocławiu

Różne

Linki wojskowe
Skąd się biorą trepy
Na papierze
8 lat po wojsku
Na papierze - Paragraf 13

Moja fotogaleria

WSO Toruń
JW 1891 Chełm
Koci Ogon

Statystyka

 
Gadu-gadu:
628 004

 

Copyright 1998-2017 by
Paweł Siekański
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Serwis istnieje od 28.01.1998 r.

"Żyj tak, by nikt przez ciebie nie płakał"

>> Szkoła Podchorążych Rezerwy: Opinie

Szkoła Podchorążych Rezerwy - jak sama nazwa wskazywała była szkołą, w której spotkać można było podchorążych. Podchorążych, którzy wkrótce po wyjściu z tej szkoły stawali się rezerwą. I o to właśnie w tym wszystkim chodziło, żeby tą rezerwą stać się możliwie gładko, bezboleśnie i szybko ... Szkoła Podchorążych Rezerwy, jak każda forma służby wojskowej była gorsza lub ... jeszcze gorsza. Takie czynniki jak "Stopień strepienia kadry" czy "Uciążliwość służby" w istotny sposób wpływały na samopoczucie podchorążego ...
Poniższe opinie nie wymagają zbytniego komentarza, bowiem są jasne proste i czytelne. Autorzy nie wyssali sobie ich z palca, bo czemu mieli by to robić.

Otrzymano SMS-em w dniu 06 lutego 2001 r, godz. 19.52
Baczność! Wojskowo-internetowe pozdrowienia z Koszalina przesyła starszy szeregowy podchorąży [...]. SPR Koszalin bije wszystkie na głowę ! Stałki do 24 już po tygodniu pobytu. Spocznij !
Autor: st. szer. pchor. PC (SPR KOSZALIN)

Otrzymano emalią w dniu 16 lutego 2001 r, godz. 19.14
W tym miejscu gdzie jestem obecnie jest straszenie syfiaście. Mówi się, ze to najgorszy SPR w Polsce pod względem wymagań, dyscypliny, ilości zajęć itp. Jeżeli ktokolwiek będzie się Ciebie radził co do miejsca, to stanowczo odradzaj SPR Poznań. Wystarczy tylko wspomnieć kilka spraw:
- do przysięgi zero przepustek, całkowite ubezwłasnowolnienie, nic nie wolno zrobić samemu, totalna inwigilacja i czas zajęty w 110%, ani chwili czasu dla siebie od pobudki do capstrzyku, ciągle musztra, bieganie, itp.
- po przysiędze stałki dostaliśmy dopiero po 2 tygodniach i to po to aby nosić je w portfelu, realnie raz, dwa w tygodniu są wyjścia.
- wyjazd na poligon co dwa dni, w sumie już jestem po 11 poligonach w tym jednym nocnym
- ciągłe głupoty w stylu zmiatania liści, czyszczenia broni etc.
- zajęcia są także w sobotę wiec nie ma co marzyć o jakichkolwiek PJ-kach a i urlopów okolicznościowych udziela się bardzo niechętnie.
To chyba wystarczająca rekomendacja negatywna. 
Aha - te informacje dotyczą SPR w obiekcie Nr 1 na ul. Wojska Polskiego. Generalnie w Poznaniu są 2 a nawet 3 SPR-y. 
OBIEKT NR 1 - na ul. Wojska Polskiego - specjalności zmechanizowane, rozpoznanie i działania specjalne w kompanii 7 - (jak pisałem wyżej - całkowita tragedia) 
OBIEKT NR 2 - na ul. Bukowskiej kompania 8 - żandarmeria i logistyka 
(z tego co wiem - tam jest prawdziwy SPR-owy luz).
To tyle na razie. Trudno mi powiedzieć kiedy ponownie będę mógł się odezwać. Ale jak mi się uda i będę miał więcej czasu to postaram się sklecić dłuższy opis. Teraz w czasie drugiej stałki po przysiędze (łaskawcy!!!) znalazłem kawiarenkę internetowa aby chociaż sprawdzić maila. Pozdrawiam, daj znać co o tym sądzisz i odradzaj wszystkim Poznań w obiekcie nr 1.
Autor: JKP (SPR POZNAŃ)

Otrzymano emalią w dniu 23 lutego 2001 r, godz. 11.39
Jelenia Góra jest piękna. Nasza jednostka to Centrum Szkolenia Radioelektronicznego we WLOPie. Jest nas (podchorążych) 90 osób, mamy własny osobny budynek, kaprale to tez podchorążowie. Nikt nas nie gnębi ani się nie czepia. Traktują nas elegancko, jak wchodzą do pokoju to pukają. Stołówka nowa, spełniająca standardy NATO. Mamy basen i siłownie i czas, aby tam chodzić. Wydaje mi się, ze lepiej niż Jelenia Góra nie mogłem trafić.
Autor: st. szer. pchor. MS (SPR JELENIA GÓRA)

Otrzymano emalią w dniu 25 lutego 2001 r, godz. 16.09
Jak pewnie pamiętasz jestem w "najlepszym" SPR-e w Polsce, we wspaniałym mieście Pile. Na unitarce nie było zbyt wspaniale, bo ogólnie bez przerwy coś było do roboty, więc człowiek był zmęczony choćby z tego powodu że był 16 godzin na nogach. No ale ogólnie nie było aż tak źle. Naszymi kapralami są goście którzy przybyli tu 3 miesiące wcześniej i zaczynali tak jak my. Gorzej mieli Ci którzy mieli kaprali kadetów - oni naprawdę zobaczyli co to wojsko; ale to było 2 turnusy przede mną. Teraz po obiedzie jest wolny czas no i ogólnie jest luźniej więc nie narzekam. Dobrze że zima udała się lekka więc zajęcia na poligonie nie były zbyt uciążliwe. Przysięga była 3 lutego i teraz jestem na przepustce po raz drugi. Na przepustki nie wyjeżdżam zbyt często bo perspektywa 12 godzinnej jazdy pociągiem i zapłacenia 37zł (w jedną stronę) nie bardzo mi odpowiada.
Autor: st. szer. pchor. PS (SPR PIŁA)

Otrzymano emalią w dniu 10 marca 2001 r, godz. 00.42
Nie odzywałem się dosyć długo - ale powodu pewnie nie muszę Ci tłumaczyć. Przyznam, że i teraz nie mam zbyt wiele czasu, ale do rzeczy. Napiszę kilka, mam nadzieję, istotnych informacji na temat mojego pobytu w SPR Poznań w WSO im. Stefana Czarnieckiego na ul. Wojska Polskiego, który powoli dobiega końca. Ale do rzeczy:

Nie wiem od czego zacząć i jak uporządkować myśli. Cisną mi się ich miliony i co tu napisać. Część pobieżnych informacji dostałeś już w poprzednim mailu teraz postaram się je nieco rozwinąć.

OK - jak już poprzedni wspominałem jest dosyć ciężko i mocno bez sensu. Dosyć usilnie starają się tu zrobić z nas żołnierzy i dowódców i to w dosłownym sensie tego słowa. Mocno się do tego przykładają - co nam oczywiście niezbyt odpowiada, a raczej naprzykrza wielu trudności. No dobra ale jak to było od początku ...
Na ul. Wojska Polskiego w WSO im. Stefana Czarnieckiego odbywa się wcielenie biedaków magistrów i inżynierów do SPR. I już na wstępie objawiają się wszechogarniające oznaki wojskowego bałaganu i znanej Ci zapewne MON-wskiej logiki. Mimo, że ludność ma przydziały na określone godziny panuje nieopisany bałagan. Owocuje to oczywiście tym, że tworzą się kolejki i wszędzie trzeba czekać. Na komisji poborowej przydziela się do dwu obiektów w Poznaniu - naszego i na Bukowską. Nasz to specjalności ogólnodowódcza, zmechanizowanej piechoty, rozpoznania i działań specjalnych. Wszystko to 7 kompania SPR, 1 batalion podchorążych WSO.

Na Bukowskiej jest kompania 8 SPR - to logistyka, jak również żandarmeria wojskowa - co do tych nie posiadam niestety zbyt wiele informacji poza tym, ze w porównaniu z nami mają o 10000% lepiej, łatwiej i przyjemniej; tam rzeczywiście jest SPR takim jak go się opisuje - nieco cięższy internat.

Oczywiście klucza żadnego do organizacji tych przydziałów nie ma. Jak zwykle panuje korupcja i wszechwładne znajomości. Wystarczy powiedzieć, że u nas są prawnicy, historycy, absolwenci marketingów, zarządzań, inżynierowie po politechnikach, a na Bukowskiej w żandarmerii i logistyce filologowie, filozofowie itp. Jak zwykle logika odwrócona. Tu pierwsza rada. Jeżeli ktokolwiek będzie miał to nieszczęście i zostanie skierowany do Poznania niech wszystkimi swoimi siłami walczy o przydział na Bukowską. Jak już wyżej wspomniałem proces wcielania ciągnął się niemiłosiernie i wydłużył aż do późnych godzin nocnych. Potem dotarliśmy na kompanię i nastąpiło oczywiste zderzenie dotychczas znanej rzeczywistości cywilnej z tragedia życia wojskowego. Tak wiec tradycyjne krzyki, pohukiwania, ciągły bieg, pośpiech itp. In plus zaliczyć należy fakt, iż kapralami w każdym plutonie są poprzedzający nas absolwenci SPR z turnusu starszego, którzy na nas odbywają swoje praktyki. Tak więc z założenia powinni to być ludzie rozumiejący nasza sytuację i podchodzący do sprawy z dystansem. Niestety nie zawsze tak jest, a ludzkie ułomności wychodzą tu jak na dłoni. Trafiają się jednostki naprawdę wykolejone, mimo wydawać by się mogło ukończonych studiów wyższych. A może to tutejsza uczelnia im to uczyniła ..?

Ale ad rem czyli do tematu. Rozpoczyna się wiec miesięczna "unitarka". W kompanii jest 5 plutonów, którymi dowodzą porucznikowie (gl. zmech), w każdym plutonie jest 3 kaprali po SPR (etatowi dowódcy drużyn) w tym jeden z nich jest pomocnikiem dowódcy drużyny. Unitarka oznacza totalne ubezwłasnowolnienie. Już na starcie dowiadujemy się, że do przysięgi jesteśmy niczym "przestrzenią pomiędzy butami a beretem" i tak rzeczywiście jesteśmy traktowani. Samodzielnie nie wolno nam robić nic, a już na pewno myśleć i nie daj Boże mieć trochę czasu dla siebie. Ten umiejętnie się nam zabiera. Nie wolno nigdzie samemu chodzić, nie ma jakichkolwiek wyjść pozasłużbowych poza kompanie. Nawet do kantyny nie wolno wyjść. Samodzielnie po jednostce nie wolno nam się przemieszczać. O jakichkolwiek przepustkach można tylko pomarzyć. Nie wolno leżeć na łóżkach w dzień, nie wolno siadać, ciągle trzeba coś robić, albo przynajmniej udawać, że coś się robi. Tak wiec jak wyżej wspomniałem totalne ubezwłasnowolnienie. Zero wyrozumiałości dla naszego negatywnego stosunku do MON-u całej stacji jak na nas spadła z nieba. Mamy być żołnierzami, przyszłymi dowódcami plutonów piechoty zmechanizowanej i nie ma dla nas pobłażania - przynajmniej strona nas "gnębiąca" tak to chce widzieć. Już od pierwszych dni rozpoczyna się obróbka. Ciągła i nieustająca musztra, która doprowadza do wściekłości, bezsilności i niesamowitych kontuzji kolan, kręgosłupa i w ogóle nóg. Kilku gości już po tygodniu ląduje na izbie chorych. Ładnie się zaczyna...

Dzień wygląda mniej więcej tak:
5.30 - 6.15 - pobudka, ścielenie wozów, rejony zewnętrzne i wewnętrzne, 5 min mycia itp.
6.15 - 7.10 - poranna musztra zamiast zaprawy
7.10 - 7.30 - apel
7.30 - 8.00 - śniadanie (pobiera na raz 180 osób wiec można sobie wyobrazić ile czasu zostaje na jedzenie)
8.00-15.30 - zajęcia z przedmiotów ogólnowojskowych, specjalistycznych, regulaminów, musztry, etc.
15.30-16.00 - obiad (jw.)
16.00-19.00 - musztra zasadnicza
19.00-19.30 - kolacja (jw.)
19.30-20.30 - musztra
20.30-21.30 - rejony zewnętrzne i wewnętrzne (koszmar), ew. czyszczenie i obsługa broni
21.30 - liczenie stanów ok.15-20 min. i 5 min. na mycie
22.00 - capstrzyk (przez pierwsze dwa tygodnie bezwzględnie przestrzegany zakaz wychodzenia z pokojów, mycia, się prania, oglądania TV, etc) W sobotę zajęcia trwały nieco krócej, wiec pozostawało więcej czasu na musztrę i rejony. W niedziele pobudka o 7.00 i po 2 tyg. troszkę luźniej, wizyty a potem mogliśmy nawet kilka godzin pospać w dzień. Musztra oczywiście też była. Rozkład zmieniał się nieco jeżeli w zwykły dzień jechaliśmy na poligon do pobliskiego Biedruska. Wtedy pobudka ok. 4.50 - 5.00. Szybkie śniadanie, pobranie broni i wyposażenia i już 0 6.30-7.00 wyjazd na pakach starów. Po całodniowym poligonie (w mrozie) powrót do koszar, czyszczenie broni i jeśli był czas oczywiście musztra. Rejony - jak najbardziej zawsze i wszędzie. Taki rygor trwał przez cały okres unitarny, czyli od 4 stycznia do 27 stycznia. Natężenie rygoru przed samą przysięgą nieco zmalało, gdyż kadra chyba dostrzegła krańcowe wyczerpanie materiału - czyli nas podchorążych. Do tego dochodziło ciągłe męczenie nas referatami na zajęciach, odpytywanie, i kolokwia. Do wszystkiego podchodzono bardzo poważnie ciągle strasząc możliwością niezdania końcowych egzaminów i skierowaniem do Zetki zamiast na praktyki. Co ciekawsze duża cześć wiary podchodziła do tego poważnie i mocno się zestresowała. Sam musze przyznać, że i ja przez pierwszy tydzień poddałem się temu wszechogarniającemu prądowi. Oczywiście do czasu aż zmądrzałem i przejrzałem na oczy. Jeśli starczy mi czasu to swoje dokładniejsze spostrzeżenia dotyczące unitarki, pewne perełki związane z konkretnymi wydarzeniami etc. postaram się doprecyzować później.

Obiecano nam stałki po przysiędze. W praktyce czekaliśmy na nie 2 tygodnie uwiązani ciągle jakimiś zadaniami na jednostce, po której jednak mogliśmy się już poruszać w miarę samodzielnie. W międzyczasie mieliśmy jeszcze wartę, która przeszła poprawnie. Potem powoli się luzowało, pojawiły się stałki (ok. 1-2 razy w tygodniu) rzadko sypnęły się również PJ. Wyjazdy do domu były o tyle utrudnione, że w większość sobót mieliśmy zajęcia do 15.00, wiec dla tych, którzy mieszkają dalej trudno było wyrwać się do domu. Sytuacja powoli luzowała. A może to tylko my się przyzwyczajaliśmy do MON-u i sposobu funkcjonowania w nim. Zawiązały się bliższe znajomości, układy kumpelskie i nienawiści. Jak to zawsze w grupie.

Dalej konkretna ilość materiału, dużo nauki, poligony co 2-3 dni, w tym także te nocne. I już powoli zbliżamy się do końca. Jeszcze tylko 2 tygodnie, egzaminy i przydziały na praktyki do jednostek. Wyjazd 29 marca, kilka dni urlopu i od 4 kwietnia mamy stawić się w macierzystych jednostkach na praktyki.
Autor: JKP (SPR POZNAŃ)

Otrzymano pocztą zwykłą w dniu 07 kwietnia 2001 r
Cechy olsztyńskiej podchorążówki:
MINUSY:
- całkowite odcięcie od świata zewnętrznego, nawet wyjścia do aparatu telefonicznego muszą być w grupie i z kapralem (przed przysięgą)
- nigdy nie wiadomo kiedy wezwą (na apel, celem wydania czegoś, alarmu...)
- "nikt nic nie wie" - dowódca plutonu nie wie, że za dwie minuty będzie robił zbiórkę
- pobudka o 5.45 i bardzo mało czasu: ścielenie wozów, ubieranie się w tempie błyskawicznym (2-3 min.)
- bardzo dużo (nudnych) zajęć teoretycznych praktycznie od 7 do 17 i w soboty
- bardzo mało czasu
- brak dostępu do poczty
PLUSY:
- rejony tylko wewnętrzne
- był wyjazd na Święta Wielkanocne
- cały asortyment cywilny (ubrania, rzeczy typu: walkmany, książki, czasopisma) trzymać w podręcznych szafkach w pokojach; od samego początku unitarki można było mieć tak oryginalne rzeczy jak aparaty fotograficzne, czy radio
- bardzo "w porządku" kaprale i kadra
- bardzo dużo dobrego jedzenia w sporym wyborze
- żadnych "brzydkich sytuacji" i kradzieży
Autor: PK (SPR OLSZTYN)

Autorom wiadomości serdecznie dziękuję za to, że zechcieli do mnie napisać i podzielić się swoimi spostrzeżeniami.