Ostatnia aktualizacja: 02.01.2017 r.

Autor

Strona główna
O autorze
Napisz do mnie

Moje wojsko

Wstęp
WSO Toruń
Praktyka w JW 1891 Chełm
Początki
Codzienność
O ludziach
Zakończenie

Szkoła Podchorążych Rezerwy

Wykaz SPR-ów
Historia
Opinie
Słowniczek poMONcniczek
por. Adnik radzi
Najciaśniejsze trepy

Kurs Szkolenia Rezerw

Informacje ogólne
KSR w Poznaniu
KSR w Toruniu
KSR we Wrocławiu

Różne

Linki wojskowe
Skąd się biorą trepy
Na papierze
8 lat po wojsku
Na papierze - Paragraf 13

Moja fotogaleria

WSO Toruń
JW 1891 Chełm
Koci Ogon

Statystyka

 
Gadu-gadu:
628 004

 

Copyright 1998-2017 by
Paweł Siekański
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Serwis istnieje od 28.01.1998 r.

"Żyj tak, by nikt przez ciebie nie płakał"

>> Kurs Szkolenia Rezerw: KSR we Wrocławiu - Fakir radzi ...

Kurs Szkolenia Rezerw
Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych we Wrocławiu
(2005.04.04 - 2005.XX.XX)

W wojsku wszystko zaczyna się i kończy w WKU. Tak więc w drugiej połowie marca poszedłem do swojego WKU i dostałem się na rozmowę z samym komendantem. Po paru telefonach obiecał załatwić jakieś przeszkolenie we Wrocławiu. Wrocław? Trochę daleko. Nie można gdzieś bliżej? Nie, nie można. Jedyna w kraju. Trudno. C’est la vie. Już po dwóch dniach telefon (numer mieli skurczybyki od wydania mi książeczki wojskowej w klasie maturalnej): „Dzień dobry. Chorąży jakiś-tam. Ma pan załatwione. Zapraszamy po kartę powołania”.

Miałem fuksa. Wcielenie 04.04 a ja odbieram kartę parę dni wcześniej. Żądny wiedzy trafiłem przed wyjazdem na tę stronę i przeczytałem wszystko a relację poprzednika Tomka wydrukowałem i schowałem jak relikwię. Kurs Szkolenia Rezerw w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu stoi przede mną otworem!

Wcielenie

Przyjechałem o 22 w niedzielę. Byłem trzeci. W sali było już dwóch kolesi, którzy przyjechali po południu. No to się przedstawiliśmy i poszliśmy spać. W nocy dołączył jeden więc tłoku nie było. Śpię jak niemowlę a tu ktoś się zaczyna wydzierać: „Pobudka, pobudka wstać!”. „Co za kurwa debil budzi ludzi o szóstej rano?” – pomyślałem. Niestety. „To już tak zostało”. Nigdy nie byłem rannym ptaszkiem i wiedziałem, że przestawić się na pobudkę o szóstej będzie ciężko. Ale po paru dniach człowiek się przyzwyczaja, także bez obaw. Chłopacy zaczęli się zjeżdżać. O siódmej na pododdziale był ruch jak na bazarze. Setka chłopa szuka kogoś kompetentnego, chodzi z klamotami, lokuje się w salach, przepraszam – „izbach żołnierskich”. Oczywiście nikt nic nie wie, wszyscy przestraszeni. Także to jest jak widać stały element. Koło dziewiątej pada hasło – „idziemy do kina”. No to fajnie. W kinie sprawy formalne. Książeczki, dowody, przydział do plutonów. Krótka narada kadry – „co robimy z symulantami?”. Na szczęście pani doktor, jak się potem okazało – stomatolog (zrobię jej reklamę – najlepsza wizytówka WSOWLąd) przytomnie zauważa, że wszyscy jesteśmy ochotnikami więc symulantów brak. Uff! Potem prysznic, wydawanie mundurów (pamiętajcie złotą zasadę – jak mundur jest za mały to się rozciągnie a jak za duży to się skurczy) i badanie ze szczepieniem. Badanie lekarskie było przesadzone. Pomijam to, że w formularzach jest komunistyczna rubryka „pochodzenie społeczne” (korciło mnie żeby wpisać „inteligencko-inteligenckie”, ale dałem spokój). Ale sami sobie wpisujemy wzrost, wagę, ostrość wzroku i takie inne. Później śmiechu było co niemiara, bo wszyscy mieli przy stanie wszystkich układów wpisane „stan dobry” albo „bez uwag”. Potem cywilki do worka i do depozytu (tzn. wszystkie do jednego pokoju a klucz do majora). No to jesteśmy w wojsku!

Unitarka

Na unitarce jest najgorzej. Dosłownie nie było kiedy się wystać. Podoficerowie robią to, co mają robić czyli się drą. Ale trzeba przyznać, że z jakimś takim szacunkiem przy słowach „panie podchorąży”. „Podchorąży” to tytuł dla absolwenta szkoły wyższej, kandydata na oficera. Czyli dla nas. Zresztą w pierwszych dniach przyszedł do nas jakiś oficer i powiedział, że „gdyby tylko coś, to od razu dzwonić do Rzecznika Praw Żołnierza i koleś leci”. Także darli się, stres na unitarce jest non stop, ale nikt z nas nie bał się fizycznie. O jakieś fali i zabawach typu „kręcenie wora” nawet nie wspomnę. Pod tym względem jest w porządku i nie ma się co bać. Nam się trafił na instruktora chorąży Kędzia. Zajebisty gość, naprawdę nam się udało. Drze się, bo musi, ale jest w porządku. Rozmawia z nami jak z ludźmi a najlepiej prowadzi zajęcia. Inne grupy miały mniej szczęścia i śnią im się w koszmarach sennych jakieś zjawy.

Wojsko jest społeczeństwem kastowym. Występują cztery klasy. Najniżej w hierarchii są zetory. Zetor (patrz hasła na tej stronie, nie będę tłumaczył) jest od tego żeby grabić liście, sprzątać i „napierdalać warty”. Potem jest KSR czyli my. Nad KSR-em są podoficerowie, zwłaszcza ci na kursie na podporucznika. A odpowiednikiem braminów są oczywiście oficerowie. Oficer rzadko klnie w przeciwieństwie do podoficera. I prawie w ogóle się nie drze. Unitarka jest od tego żeby sto jednostek zamienić w jedną maszynerię zwaną kompanią. To za co w szkole i w życiu zbierało się laury – np. elokwencja w wojsku jest przeszkodą. W wojsku człowiek sprowadzony jest do robota a język – do języka programowania. Kto to opanuje ten jakby zaliczył unitarkę. Trzeba na to spojrzeć cybernetycznie i się w to wczuć, odrzucić „ego” i myśleć o sobie jako o części plutonu – pomaga zajarzyć o co chodzi.

Przejebana była zaprawa czyli bieganie 1,8 km. W pierwszych dniach – wszyscy padnięci. Wszystkim polecam przed wyjazdem – pobiegać (iść na stadion przy jakiejś szkole i dojść do przebiegnięcia 2 km), popompować, popodciągać się (min. 6 nachwytem) i porobić brzuszki. To tak żeby szoku nie doznać i móc ćwiczyć. Inaczej mięśnie bolą jak s…

Ja nie palę i wyszedłem na tym potrójnie do przodu: finansowo i kondycyjnie to standard, ale w wojsku dochodzi do tego problem czasowy i lokalowy. Chłopaki jarali w kiblu a jest za to zjebka. Trzeba iść na górę a to się wiąże z ryzykiem nie dotarcia na zbiórkę. Zbiórki są na wszystko, jakieś dwadzieścia razy dziennie. Jeśli ktoś mało pali to w wojsku niech się wstrzyma, przynajmniej z powodu latania między piętrami na fajkę.

Po paru dniach – małe święto. Wydanie broni czyli kałacha. Pamiętajcie, żeby głośno się drzeć „Ku chwale Ojczyzny”, bo będziecie poprawiać. Nie martwcie się jeśli na początku rozbieracie go minutę. To standard. Potem wszyscy schodzą do piętnastu sekund. Kumpel Darek z naszej grupy wynalazł niezły trik – po podniesieniu pokrywy kciukiem nie odkładamy jej lecz naciskamy ponownie na mechanizm powrotny. Gdy tył wyjdzie z szyny podnosimy i odkładamy jedno i drugie razem. I jesteśmy dwie sekundy do przodu.

Przysięga

Niestety – wszyscy chłopacy mieli o to żal. Nie było orkiestry tylko jakiś playback z głośników. A zamiast generała Mutha – pułkownik. A jak mówi kadra: „żon można mieć pięć, ale przysięga jest tylko jedna”. Trenowaliśmy do bólu prawie całą nitarkę, razem z rotą, więc dla nas to było po prostu kolejny raz to samo ćwiczenie, tyle, że z publicznością. Długo to nie trwa, ale trzeba się przyłożyć – napierdalać tymi butami w asfalt, podnieść łepek jak się idzie wzdłuż trybuny, machać tymi łapami itd. Potem naprawdę wszystko widać na filmie a nikt nie chce wyjść chujowo. Film załatwił kierownik kursu, major Heilman. Filmował bodajże jakiś chorąży. Każdy pokój bierze jedną i jeden kolo z nagrywarką DVD przegrywa u siebie i daje reszcie. Wtedy koszty spadają z 40 do kilku zeta. Oczywiście co rodzina sfilmuje/napstryka to jej. Nasza grupa szła pierwsza i wyszła bardzo dobrze. A po przysiędze (czyli kolejnym ćwiczeniu plus publiczność) – to na co wszyscy czekali. WYJAZD I STAŁKA NA WROCŁAW!!! Uff!!! Nareszcie!!!

Po przysiędze

Podobno mamy fuksa. Jesteśmy pierwszym „turnusem”, który jeździ BWP-ami! Nieziemskie przeżycie, nawet w przedziale desantowym.

Acha. MON jak zwykle, delikatnie mówiąc, mija się z rzeczywistością, zachęcając do zrobienia KSR-u tym, że „daje uregulowany stosunek do służby wojskowej”. Większość chuj to obchodzi, bo już miała – po przeniesieniu do rezerwy bez przeszkolenia. Absolwenci z 2003 i wcześniejszych się załapali, prawdopodobnie obecny rocznik i następne też się załapią, bo armii inteligenci z poboru potrzebni są jak psu piąta noga. Co najwyżej właśnie ochotników przeszkolą. Wszyscy się pchają, bo ta firma nie zbankrutuje a z pracą wiadomo jak jest. Najszybciej można dorobić w Iraku (choć wiadomo jakim kosztem…). Poza tym są jeszcze inne firmy mundurowe – Straż Graniczna, Policja, Straż Więzienna. Jak ktoś ma jakieś plecy to etat znajdzie. Taka jest rzeczywistość, ale o tym na stronie www MON nie napisze.

Weźcie aparat i pstrykajcie zdjęcia. Formalnie nie można także róbcie jak nie ma nikogo z kadry, żeby nie było nieprzyjemności. Nie dajcie się gnoić i wychodźcie po apelu na miasto żeby się odchamić. Ja chciałem pozwiedzać, iść do zoo, ale czasu nie ma. Za to polecam rynek. Żołd: 1 – 270, 2-gi ok. 328 (wyprowiantowanie ok. 12 zeta/dzień). Jest bankomat PKO przy biurze przepustek. Weźcie wolną stówę na wodę i czekolady w sklepiku w stołówce, bo do przysięgi nawet do biura przepustek nie wejdziecie. My wyjechaliśmy wyjątkowo firmowym autokarem do kościoła garnizonowego na transmisję pogrzebu JP2, ale natychmiast powrót. Acha. I pamiętajcie żeby śpiewać wszędzie gdzie idziecie. Za to się plusuje.

Nie jestem pierwszym i nie ostatnim, który trafił na Czajkowskiego (jeszcze jedno – żeby was czasem WKU nie wysłało na Obornicką, jak paru chłopaków od nas). Takie wojsko jak KSR to nagroda za skończenie studiów. A w papierach i CV zostaje do końca życia. Potem jeszcze trochę wysiłku i można dosłużyć pierwszego stopnia oficerskiego – podporucznika rezerwy (do służby czynnej studium trwa 13-ie m-cy). Jeszcze nie wiem gdzie trafię do jednostki na praktykę – o tym chyba następna relacja. Czołem!

Kilka rad praktycznych:

1. rzeczy potrzebne/możliwe do zabrania: grzałka el., kubek, aparat (najlepiej cyfrówka), kosmetyki, guarana (na niewyspanie), kąpielówki, okulary na basen, buty do biegania, gacie (BGS-y wymyślił jakiś sadysta żeby żołnierz nie mógł się wysikać i męczył się ze wstążką przy pisuarze; niektórzy wyciągają przez nogawkę na udzie, ale to słaba prowizorka);

2. ostrzyżcie się tak do 5 mm to nie będzie fryzjera prawie na glacę;

3. nikt was nie uderzy i nie zwymyśla, bo poleci; słuchajcie rozkazów, ale nie traćcie głowy i nie lejcie ze strachu;

4. przy rozmowie z dowódcą w dniu wcielenia wymieńcie wszystkich wojskowych jakich macie w rodzinie, do krewnych i znajomych królika; im wyżej tym lepiej;

5. wstawajcie sami o 5:50 i idźcie do łazienki; jeśli jest ktoś normalny na służbie to przymknie oko; inaczej nie dość, że się biega 2 km o 6:10 to jeszcze z pęcherzem. Nie polecam.

6. przed przyjazdem nauczcie się stopni wojskowych: http://www.polska-zbrojna.pl/stopnie.html?kat=swwl 

Fotogaleria: Dumna izba 101 Ojczyzny bronić gotowa

Fakir

----------------
Wszystkie materiały zgromadzone na niniejszej stronie zostały zamieszczone za zgodą autora, któremu tą drogą dziękuję.
Paweł Siekański, 05.05.2005 r.