Ostatnia aktualizacja: 10.06.2018 r.

Autor

Strona główna
O autorze
Napisz do mnie

Moje wojsko

Wstęp
WSO Toruń
Praktyka w JW 1891 Chełm
Początki
Codzienność
O ludziach
Zakończenie

Szkoła Podchorążych Rezerwy

Wykaz SPR-ów
Historia
Opinie
Słowniczek poMONcniczek
por. Adnik radzi
Najciaśniejsze trepy

Kurs Szkolenia Rezerw

Informacje ogólne
KSR w Poznaniu
KSR w Toruniu
KSR we Wrocławiu

Różne

Linki wojskowe
Skąd się biorą trepy
Na papierze
8 lat po wojsku
Na papierze - Paragraf 13

Moja fotogaleria

WSO Toruń
JW 1891 Chełm
Koci Ogon

Statystyka

 
Gadu-gadu:
628 004

 

Copyright 1998-2018 by
Paweł Siekański
Wszelkie prawa zastrzeżone
ISO 8859-2
Serwis istnieje od 28.01.1998 r.

"Żyj tak, by nikt przez ciebie nie płakał"

>> Na papierze, czyli drukowani rezerwiści ...

Mariusz Pasek - Paragraf 13

Najświętszym tabu peerelu było tak zwane Ludowe Wojsko Polskie. Prędzej można było napisać o Katyniu albo obsobaczyć Breżniewa, niż bodaj półsłówkiem tknąć panujących tam stosunków. Z przyczyn trudnych do zaakceptowania, zniesienie cenzury i zmiana ustroju nic tu nie zmieniły – w pamięci całych pokoleń zrobiono wielką dziurę, którą Mariusz Pasek swym „Paragrafem 13” zapełnia po wielu latach ciężkich starań. Że czyni to dobrze, zaświadczam także jako były „bażant" nie istniejącego już SPR w Węgorzewie.

Starszy szeregowy podchorąży Rafał A. Ziemkiewicz

Nasi klerycy, odbywający służbę wojskową, nie mogą się nadziwić słownikowi pp. kaprali, jakim oni się posługują wobec rekrutów, i nikt z inteligencji wojskowej nie podejmuje kroków zaradczych. Nikt też z inteligencji policyjnej, bezpieczeństwa, prokuratorskiej, sądowniczej, nie podejmuje wysiłku, by poprawić stosunek człowieka do człowieka. Tym balastem osobistego chamstwa obciąża się demokratyzm, ustrój państwowy – jakoby postępowy,
i różne szczeble służby społecznej.

Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński

„Paragraf 13” to pierwsza powieść opisująca od środka stosunki panujące w Ludowym Wojsku Polskim. Prezentuje niepowtarzalny klimat mentalny tej peerelowskiej instytucji, przez którą przeszły miliony młodych mężczyzn. Przedstawia relacje pomiędzy grupami „trepów”, „szwejów” i „bażantów”, oddając zarazem soczysty język, którym posługiwano się w armii.

 

MAREK ORAMUS: Galaktyka Gutenberga

Bażant w klatce

Po co pisać dziś powieść o wojsku, osadzoną u schyłku PRL-u? Wiadomo, że Szwejka ani Czonkina się nie przeskoczy, a lżenia rekrutów w "Full Metal Jacket" nic nie przewyższy. A jednak w zamyśle takim tkwi głęboki sens; wojsko było jedną z najbardziej skomunizowanych instytucji PRL, o wojsku wolno było pisać, mówić i myśleć wyłącznie dobrze albo wcale. Oficjalnej dobrej opinii o armii zaprzeczały obserwacje pociągów pełnych pijanych rezerwistów czy relacje o przysłowiowej już niemal głupocie trepów.

Powieść Mariusza Paska "Paragraf 13", patrząca tytułem w stronę "Paragrafu 22" Hellera, zawiera to, czego się po niej spodziewamy - stężony absurd ogólnowojskowy plus galerię zindywidualizowanych prawdziwków w mundurach. Jest to książka przeżyta, wynikła bodaj z osobistych doświadczeń autora, szczegółowo ukazująca życie w prowincjonalnej jednostce wojskowej w Szczupakowie (Węgorzewie?). Królują tu gorzała, kłamstwo, głupota, a upodlenie ludzkie przywodzi chwilami na myśl obóz koncentracyjny o złagodzonym rygorze. Na szerszym planie książka ukazuje gnicie jednej z podpór PRL na sekundy przed zdechnięciem systemu z niewydolności. Po lekturze pozostaje jedno pytanie: jak zmieniło się polskie wojsko po odzyskaniu niepodległości - bo z głosów, które dochodzą, wynika, że nie bardzo.

Pasek opisuje dzieje grupy podchorążych zjawiających się w jednostce na czteromiesięczne przeszkolenie w ramach tzw. SPR - Szkoły Podchorążych Rezerwy. Czytelnik świadkuje wszystkim etapom tego pożal się Boże szkolenia, od ordynarnego powitania pierwszych "bażantów" do końcowych sprawdzianów, będących parodią autentycznych egzaminów. Wojsko bez wojny, kultywujące w czasach pokoju procedury stanu zagrożenia, siłą rzeczy zamienia się w teatr jak z Ionesco czy Mrożka. Wepchnięci w to środowisko podchorążowie, ludzie po studiach, a więc bądź co bądź elita umysłowa narodu, podlegają rozmaitym naciskom. Powieść Paska jest zatem studium wsiąkania w środowisko o całkowicie odmiennych przekonaniach politycznych i poglądach na życie. Jedni te reguły stopniowo przyjmują za swoje, naginają się do nich, inni próbują je omijać, przeżyć obok nich, zachować własne ja, a nawet zabawić się w nowej sytuacji. Na szczęście ta zabawa trwa krótko.

Nie sposób pominąć walorów dokumentacyjnych "Paragrafu 13". Historyk za sto czy pięćset lat mógłby go czytać jako pendant do zagadnienia "Życie codzienne w komunistycznych jednostkach wojskowych pod koniec XX wieku", tyle tu szczegółów, począwszy od tego, co jedzą wojskowi wszystkich rang i jak się odziewają, a skończywszy na tym, co preferują i jak myślą. Pasek ukazuje to wszystko przez w miarę beznamiętny opis, ale niekiedy wypada z roli i wali w formie bezpośredniej publicystyki: "Nie wczesnych pobudek i wysiłku fizycznego trzeba się tu obawiać, lecz zarażenia się lenistwem i arogancją, nie musztry i salutowania, ale skretynienia i wulgaryzacji, tchórzostwa i alkoholizmu. (W wojsku) nauczysz się służalczości, złodziejstwa, kłamstwa, okrucieństwa wobec innych i radości, że to biją innego, nie ciebie". Podchorąży są w jednostce i tak na specjalnych prawach, nie dotyczy ich np. fala, obejmująca poborowych. Jedną z dyscyplin fali, uchodzących za rozrywkowe, jest tzw. ogólnowojskowe kręcenie wora, czyli krzepki chwyt maltretujący genitalia, podczas gdy poddany tej operacji delikwent zmuszony jest do naśladowania kukułki. "Z armii na pewno nie wychodzi się takim samym człowiekiem, jakim się do niej przyszło" - konkluduje Pasek.

Najbardziej bodaj przygnębiający wniosek wypływający z "Paragrafu 13" to ten, że ów zdegenerowany świat wojska i wojskowych okazuje się dla pewnych osobowości atrakcyjny. Niektórzy ulegają jego wątpliwemu urokowi i postanawiają związać się z nim na całe życie. Inni nie wytrzymują nacisku i załamują się, uciekają w alkoholizm, jeszcze innym udaje się przetrwać dzięki inteligencji i wyznawanym wartościom bez większego szwanku. Aż dziw, że to doświadczenie ma wartość pozytywną; po latach będzie się je wspominać z rozrzewnieniem i sentymentem jako element młodości durnej i chmurnej.

http://dzis.dziennik.krakow.pl/public/?2008/09.18/Kultura/15/15.html